1. Wyjście z lasu

Alfa rozejrzał się po wilgotnym i mglistym lesie. Padało; gęste kropelki wody spadały na gałęzie zmieniając się w duże krople lub prawdziwe strumyki, które spływały na niego z drzew. To nie była pogoda, o której marzył: „Lecz jeśli z góry dają nam deszcz, jakiś powód musi być” - myślał, obserwując pracowitą krzątaninę stada: cienie szare i milczące. Wszystko było gotowe na nową przygodę. Wybrali najdłuższy dzień roku żeby uczynić światło symbolem ich decyzji o opuszczeniu lasu. Przez zbyt wiele czasu (lata? wieki?) byli postrzegani jako mieszkańcy ciemności, niebezpieczne, dzikie bestie… Kącik ust Alfy uniósł się w ironicznym uśmiechu, gdy pomyślał o jasnych spojrzeniach jego wilków, o ich kroku pełnym dumy a jednocześnie lekkim i ostrożnym… wręcz czujnym, by przypadkiem jakimś zbędnym gestem, ruchem zbyt gwałtownym czy nierozważnym nie spowodować żadnych szkód lub niepokoju.

Nikt z „tych na zewnątrz” nie zadał sobie nigdy trudu by się dowiedzieć (i przekazać innym), że, na przykład, już od pierwszych miesięcy życia w stadzie każdy szczeniak uczy się powściągać i ukierunkowywać swoją agresję; w zabawie, w udawanej walce, w szacunku wobec reguł i zwyczajów stada, pod uważnym wzrokiem starszego wilka uczy się dostosowywać swoją siłę, oceniać hierarchię i unikać robienia krzywdy innym; wystarczy jeden gest żeby go powstrzymać lub poprawić. Może „tamci na zewnątrz” wiedzieli to doskonale; może nawet ktoś o tym mówił, ale dla większości wciąż było wygodniej krzyczeć „wilk, wilk!” gdy działo się coś złego, lub tworzyć legendę „złego wilka” i tak przypisywać im każdą winę, każdą odpowiedzialność i każdą krzywdę uczynioną przez wieki.
Pewnie, dopóki żyli ukryci w lasach, wyizolowani, zmarginalizowani, dalecy, nie mogli dać się poznać z innej strony. Ale kto ich zepchnął do tego lasu? Dlaczego ci ludzie „na zewnątrz” tak nienawidzili wilków? „Z powodu ich własnego wygodnictwa, własnej hipokryzji, małoduszności, tchórzostwa…” - pomyślał Alfa badając szlak, który teraz zamienił się w strumień. Ale było więcej powodów i on o tym dobrze wiedział, tak samo jak wiedział to jego ojciec i ojciec jego ojca, jak to wyjaśniał młodym i niecierpliwym mądry Tau:

- Jak człowiek dzieli się na duszę i ciało, tak jego życie dzieli się na cielesne potrzeby i duchowe cnoty, i tak historia ludzkości dzieli się na tych, którzy chcą zaspokoić przede wszystkim te pierwsze, i tych, dla których liczą się te drugie. Ludzie nie są stadem które łączy rasa i terytorium, hierarchia i naturalne instynkty. Oni wybierają różne, sprzeczne drogi i dlatego często się nienawidzą i walczą ze sobą. I tak, byli zawsze ludzie osiedli, którzy wybrali gdzie chcą żyć i tam uprawiali ziemię a także zniewolili i hodowali zwierzęta żeby się nimi żywić. Zbudowali też mocne domy, mury i ogrodzenia by strzec swojego dobytku i bronić się. Ale byli też ludzie bardziej niespokojni, nomadzi, błądzący. Ich domem był namiot albo wioska z prostych chat, byli zawsze gotowi do szukania nowych terenów łowieckich, a przez to także do przemieszczania się, a nawet do walki, w zgodzie z biegiem pór roku; żyli bowiem oni z natury i w naturze. Ci pierwsi szybko zaczęli nienawidzić każde zwierzę, które są dla nich „szkodliwe” bo mogą żywić się „ich” zbiorami lub atakować „ich” zwierzęta. Znienawidzili niedźwiedzia i lisa, kreta i kunę… ale ponad wszystko nienawidzili wilka, bo wzbudzał w nich strach. Nienawidzili wilka i bali się go z powodu systemu polowania w grupie, który zdradzał jego zorganizowanie i inteligencję. Co więcej, uczynili wilka początkiem i motywem wszystkich swoich najgłębszych lęków. Nienawidzili wilka (tak jak sowę i kota) bo jest zwierzęciem nocnym, bo swoim wyciem do księżyca budził przerażenie i zdawał się przywoływać wrogie duchy czy demony… gdy było to po prostu wezwanie do innych wilków, lub tylko nostalgiczne zawodzenie.

Natomiast starożytni myśliwi dobrze znali i podziwiali wilki. Od nich, od zarania dziejów, uczyli się technik polowania. Tak, ponieważ kiedyś także ludzie, przed wynalezieniem coraz bardziej śmiercionośnych broni, polowali „w stadzie”, jak wilki, żeby gonić zwierzynę, otoczyć ją i zaatakować. Także ludzie używali rogów i trąb jako wezwań i sygnałów. Dla ludów żyjących z polowań wilk nie był ani rywalem ani zwierzyną. Czasem był nawet postrzegany jako wcielenie boskiej waleczności. Był symbolem siły dla nich i okrucieństwa dla innych.
Jednak ostatecznie to ludzie osiedli zwyciężyli w historii ludzkości, i im bardziej stawali się liczniejsi, mocniejsi i lepiej uzbrojeni tym więcej wymyślali czarnych legend o wilkach. Nikt z nich nie mógł powiedzieć że został kiedykolwiek zaatakowany przez wilka; nikt też nie pamiętał że stracił choćby sztukę bydła zabitą by wykarmić jakiegoś szarego szczeniaczka, a jednak każdy wilk musiał być zabity. Nocne wycie nadal sprawiało że bojaźliwe serca ludzi drżały.

Potem opuścili nawet pola i zbudowali okropne miasta i hałaśliwe fabryki; człowiek osiadły zaczął drążyć, wyrywać, palić, wycinać lasy, niszczyć i brudzić. Nazywali to „postępem” i nowoczesnością… Wypełnili niebo śmierdzącymi dymami i wlali trucizny do wody… Zabijali wszystko, co było naturalne, stworzone przez Boga, w swoim szalonym przekonaniu że są silniejsi i zdolniejsi od Boga. Wszystko w naturze musiało poddać się potrzebom i kaprysom ludzi, nawet zwierzęta musiały być udomowione lub zmuszone do występowania w cyrkach. Tylko wilki nie pozwoliły sobie rozkazywać ani nie dały się przekupić, nie zmieniły się w salonowe pieski i przez to stawały się symbolem coraz bardziej niepokojącym. Pozostawały wciąż obrazem czegoś starodawnego, naturalnego, „nieludzkiego”, czegoś, co opierało się oświeceniowemu mitowi wszechmocnego człowieka. I dlatego właśnie wilki były zabijane…

***

Alfa właściwie nie wiedział ilu pójdzie z nim tego dnia, nie mógł nawet wiedzieć co ich spotka; wiedział tylko że decyzja o wyjściu z lasu, pierwszy raz w ich tysiącletniej historii, nie była podyktowana głodem ani koniecznością. To był wybór spowodowany zmianą czasów i wzrastającą świadomością grupy. „Na zewnątrz” wciąż wielu ich nienawidziło, bało się i przedstawiało ich jako symbol zła; lecz wciąż działo się tak głównie z powodu ignorancji. Lecz także wśród „tych na zewnątrz” wzrastało pragnienie zmian, i rozczarowanie sztucznym dobrobytem i fałszywymi obietnicami; buntownicza niecierpliwość wobec kłamstwom „postępu” i głęboka, ukryta, może nawet niewyrażona potrzeba ponownego zrozumienia i życia w sposób bardziej naturalny, bardziej tradycyjny…

Alfa wziął głęboki oddech i skierował się do reszty stada, które czekało na niego w strugach deszczu. Po raz kolejny dziwny uśmiech wykrzywił mu usta „Czas dla wilków… powiedzieli by tamci z zewnątrz… i nie wiedzieliby ile tym razem mają racji. Bo teraz nadszedł nasz czas”. Wszystko wokół niego drżało od emocji. Nie wychodzili z lasu warcząc, nie musieli ani się bronić ani atakować, musieli tylko pokazać że istnieją, że jest ich wielu, że są piękni ze swoimi błyszczącymi futrami i dumnymi oczyma. Mieli „misję” do wypełnienia: pokazać temu światu „na zewnątrz” że Tradycja nie może być zniszczona. Możesz ją prześladować, demonizować, ścigać, zniesławiać… jak przez wieki robili ci „na zewnątrz” lecz, ostatecznie, jest silniejsza niż jakiekolwiek prześladowanie.

Alfa skierował się na otwartą przestrzeń a jego wilki zaczęły zbierać się do tej wyprawy w kierunku nieznanego jutra. W pewnym momencie odpowiedzialność za tą decyzję sprawiła, że przeszedł go dreszcz. Zatrzymał się, odwrócił i zaczął przechadzać się między swoimi wilkami: samcami i samicami, młodymi i starymi. Przyglądał im się dziwnym spojrzeniem, nie surowym ale wyczulonym na każde wahanie, każdą wątpliwość. Był gotowy nawet zatrzymać się, jeśli ktoś nie byłby przekonany. Obserwował przygotowania do wyjścia z lasu, które powinno być świętem i, w powadze organizacji, w harmonicznym współdziałaniu tych, którzy mieli różne role, zadania i odpowiedzialności zobaczył spokój, pogodę i zdecydowanie. „Tak - pomyślał - możemy iść”. Utkwił spojrzenie w oczach jednego z najmłodszych wilków, ze swej natury bardziej walecznych i buntowniczych. „Nie ma nienawiści ani wściekłości ani dawnych pretensji - myślał. - Jest tylko pewność, duma a nawet radość”.

- Możemy ruszać! - zawołał Alfa… i marsz się rozpoczął. Bardziej święto niż droga, próba dla nich samych i „demonstracja” dla innych. Pierwszy przypadek, kiedy wilki mogłyby wyć do słońca a nie do księżyca. Jedyną rzeczą, której brakowało było właśnie słońce. „Lecz jeśli z góry przybywa tylko woda jakiś powód musi być… - pomyślał Alfa. - Jest czas na działanie i czas na zrozumienie. Czas na decyzję i na wykonanie. Nie możemy biec ale też nie możemy się zatrzymać; obie te rzeczy są znakiem słabości. Może ten deszcze służy właśnie temu, żeby jeszcze raz spojrzeć sobie w oczy”.

Teraz, po raz kolejny, cała grupa się zbierała, słuchała i dzieliła odpowiedzialność. Wiele młodych wilków było już bardziej przygotowanych i bystrych, nawet bardziej mądrych, od starszych. Poza tym nawet wielu z tych, którzy przyłączyli się do grupy - z solidarności lub ciekawości przybyłych z innych grup - mogło lepiej zrozumieć zmianę, która zaszła w stadzie Alfy. Chmury powoli się rozpraszały, tak na niebie jak i w sercu Alfy. Deszcz przestał padać i ciepły promień słońca rozświetlił szlak.
Alfa wzniósł oczy (jak zrobiło wiele z jego wilków). „Jeśli z góry dociera do nas, właśnie teraz i właśnie tutaj, ten promień słońca… jakiś powód musi być”. Teraz już można było świętować i gdy zapadał wieczór w stadzie wzrastała radość, satysfakcja i upojenie byciem razem po tak wielkiej pracy, trudzie i poświęceniu.

*

To był długi dzień, a po nim nastanie długa noc, noc wyjścia z lasu, którą Alfa i jego stado zapamiętają na długo. Niebo już lśniło gwiazdami a księżyc w pełni oświetlał pola.
„Tym razem żadnego wycia - pomyślał, uśmiechając się, Alfa. - Wszyscy, którzy są potrzebni są już tutaj. Także żadnego nostalgicznego zawodzenia, bo nie jesteśmy już sami. Pewnie, dookoła jest jeszcze wielu tych, którzy nas nienawidzą, boją się i patrzą na nas z nieufnością. Pewnie, wydaje się niemożliwe, żeby ludzie dumni ze swojej nowoczesności chcieli nauczyć się czegoś od wilków. Jednak… Jednak wszystko się tu zmienia, coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę że fałszywe mity postępu zaprowadziły ich (i nas razem z nimi) na skraj przepaści i może ci, którzy byli kiedyś naszymi wrogami teraz zwrócą się do nas. Ci, którzy nienawidzili drapieżników i wojowników uważanych za okrutnych, wrogowie natury i słabych, teraz są pierwsi do „ochrony” także wilków. Bo tylko my pozostaliśmy symbolem dawnej, nieskażonej natury. Jesteśmy jej ostatnim szańcem, nieugiętym i nieustępliwym. Ci, którzy nienawidzili naszej siły określając ją „dziką”, którzy gardzili naszym porządkiem rodzinnym wybierając rozwiązłość którą nazywali „wyzwoloną”, ci, którzy bali się hierarchii, nazywając ją dyktaturą - oni wciąż są władcami tego świata, lecz coraz mniej wiarygodnymi, starymi i skostniałymi, skazanymi na wymazanie z nowych (i starych) skal wartości.
Przez wszystkie te lata nie pokonali nas głodem ani nie udało im się udomowić swoimi pieniędzmi ani zabić i teraz… teraz nas potrzebują. To oni potrzebują odnaleźć drogę do lasu. Potrzebują naszej siły i naszego przewodnictwa, naszych przykładów, naszych wartości rodzinnych, jedności, hierarchii. Trzy proste słowa, które pozwoliły nam przetrwać ich okrucieństwo, ich nienawiść i ich pychę.

Świeć, księżycu. Nie wzniosę do ciebie skargi lecz podziękowanie, że czuwałeś nad nami, gdy słońce nie chciało świecić, w nocy, która wydawała się nieskończona. Ale teraz wiem, że za kilka godzin słońce wzejdzie ponownie. Tym razem zaświeci mocno, rozproszy wszystkie chmury a razem z nimi także zapachy naszego biwaku, naszego zmęczenia i radości.
Tylko dlatego, że teraz jest noc, jutro będzie mógł nastać dzień…
Bo dzisiaj jest już Jutro… a Jutro należy do nas…”

W końcu Alfa powoli zamknął oczy, wsłuchany w ostatnie szumy lasu. Nim zapadł w kojący sen myśli zdążyły jeszcze nakreślić: „Jeśli z góry dali nam słońce i księżyc, i ich ciągłe zmiany… jakiś powód musi być”.

Wyjście z lasu
Tematyka: