4. Zwiadowca

Alfa wydawał się posągiem. Jego nieruchoma postać odcinała się od opromienionego zachodem nieba. Potężna sylwetka, proste łapy, podniesiona głowa, uszy postawione, przymknięte oczy. Czekał. Nie chciał okazywać niepokoju ani poruszenia – mimo, że w sercu wciąż tkwiło mu jakaś troska – ale wszystkim wydawał się szczególnie czujny, uważny i surowy. Oczekiwał powrotu Gammy.

Spośród wszystkich wilków w stadzie Gamma był najbardziej przywiązany do Alfy. Razem dorastali – dwa śmiałe i dominujące szczeniaki. Obaj silni, refleksyjni, obdarzeni mocnym poczuciem wspólnotowości, mogli, a wręcz musieli, wcześniej czy później konkurować o funkcję przywódcy stada. Porządek w stadzie jest bowiem ustalany i utrzymywany poprzez serię rytualnych walk. Młode osobniki, poszukujące swojego miejsca w hierarchii, mierzą się ze sobą demonstrując wrogość, na którą składają się raczej sygnały psychologiczne, rytualne gesty i postawy, niż prawdziwa agresja fizyczna. Oznacza to, że wysoką pozycję w stadzie można osiągnąć tylko dzięki silnej osobowości, hartowi ducha i wytrwałości. Na niewiele zdaje się sama postura albo siła fizyczna, choć trzeba przyznać że i Alfa jak i Gamma byli potężnej budowy.

Stopień w hierarchii społecznej w stadzie bardzo się zmienia w zależności od stada i od ilości osobników. W bardzo dużych grupach, albo wśród młodych wilków, funkcja społeczna może się zmieniać albo być „rotacyjna”. Także Alfa i Gamma wiele razy zmieniali się rolami, dopóki Alfa nie zdecydował się założyć własnego stada, a potem opuścić las, podejmując nowe wyzwanie, niewyobrażalne dla większości wilków. Chciał zbliżyć się do współczesnych ludzi, do tych istot aroganckich i okrutnych, szalonych do tego stopnia, że zbudowali piekielne maszyny, które niszczą nie tylko Naturę, ale i ich samych. Chciał zanieść im przykład starożytnej mądrości, tradycyjnego stylu życia, modelu społeczeństwa opartego na solidaryzmie, hierarchii i szacunku. Chciał „przyprowadzić” ich do lasu… Nie wszystkich, oczywiście, może tylko nielicznych, tych, którzy byliby w stanie zrozumieć, że to nie wilków trzeba się bać, ale postępu i zmanipulowanej przez człowieka nauki.
Od tego momentu Gamma zrezygnował z prawa do władzy i stanął u boku przyjaciela, uznając jego niepodważalne przywództwo, ponieważ dobrze znał niebezpieczeństwa takiego wyzwania i wiedział, że Alfa będzie potrzebował odważnego i zaufanego „zwiadowcy”.

Rola zwiadowcy jest trudna i niebezpieczna. W lesie ogranicza się prawie wyłącznie do szukania śladów zwierzyny i strzeżenia granic terytorium przed zagrożeniem ze strony innych stad lub – jeszcze gorzej – myśliwych. Teraz jednak, gdy opuścili las i zbliżyli się do siedzib tych groźnych i nieobliczalnych istot, zadanie Gammy stało się jeszcze delikatniejsze. Obserwować, żeby zrozumieć, zbliżyć się bez wzbudzania strachu czy innych reakcji; może nie wprost nawiązać kontakt, ale przynajmniej starać się pojąć i metodycznie budować pomost między wilkami i tymi, którzy ich zawsze nienawidzili i prześladowali.
Żeby pełnić funkcję zwiadowcy potrzebna była uwaga i dyskrecja, a Gamma był wilkiem milczącym, surowym i wytrwałym. To były zalety, które w lesie miały swoje ściśle określone miejsce, ale dla tchórzy mogły wydawać się zagrożeniem. Właśnie dlatego Alfa czekał z niepokojem. Pewnie, łatwiej byłoby wysłać samice jako zwiadowczynie, biorąc pod uwagę ich większą wprawę i przygotowanie. W lesie to właśnie one są najbardziej skuteczne w czasie polowania. Wilczyce są sprawne, zwinne i zabójcze. Gdy przywódca stada wyznacza cel to właśnie wilczyce okazują się najskuteczniejsze w ściganiu go. Zawsze bystre i sprytne potrafią znaleźć najszybszy sposób by okrążyć przeciwnika. Działają przebiegle, mają wyczulone zmysły i silny instynkt.

Ale mimo wszystko nie byli już w lesie i teraz Alfa wolał doświadczenie, odwagę i siłę Gammy. Misja, którą mu powierzono, była przecież dość złożona: starać się zrozumieć, czy jest możliwe zrobić wyłom w kamiennych sercach ludzi poprzez dalekich krewnych wilków – psy.

***
Minęły tysiące zim od kiedy ich rody się rozdzieliły. Człowiek żył jeszcze wtedy w jaskiniach albo w prowizorycznych chatach, ale już potrafił panować nad ogniem i to było coś, co wzbudzało w wilkach respekt i strach.
Na początku to człowiek obserwował i naśladował sposoby polowania wilków. Żeby zdobyć pożywienie polował w stadach, ale będąc słabszym i mniej odważnym od wilków używał przeciw zwierzętom kamieni i kijów. Człowiek był tak zafascynowany dumą, odwagą, wolnością i siłą wilków, że starał się w każdy możliwy sposób zyskać jego przyjaźń. Oferował mu dary, zostawiał pożywienie poświęcając część swoich zdobyczy. Niektóre narody wręcz wyniosły wilka do rangi bóstwa. Wilki, ze swojej strony, trzymały się z daleka od używanego przez ludzi ognia i od wstrętnego smrodu ich zdobyczy palonych przed zjedzeniem. Niektórzy jednak nie unikali darów i propozycji jedzenia i zaczęli doceniać wygodę faktu, że nie muszą polować. Kiedy człowiek je wzywał, wilczury (osobniki najsłabsze i najbardziej tchórzliwe) przybiegały na jedzenie. Zimą zaczęły doceniać także ciepło ognia i – koniec końców – nie gardziły także ludzkimi pieszczotami i zabawami ze szczeniętami ludzi.

Od tego momentu ich drogi się rozdzieliły. Człowiek zaczął żyć i przemieszczać się z tymi nowymi „przyjaciółmi na czterech nogach” . Wkrótce, w zamian za jakieś suche kości, człowiek nauczył je pilnować stad oraz okazywać nieoczekiwaną i dotychczas nieznaną wierność i oddanie. Dlatego teraz są wilki i są też „psy”, jak zaczęli je nazywać starożytni. Wierność, odwaga, a do tego dobry węch i sprawność w ściganiu zwierzyny - to wszystko sprawiło, że psy stały się nie tylko strażnikami stad, lecz także myśliwymi, wartownikami i obrońcami na służbie człowieka. Ten zaś manipulował ich wyglądem i charakterem, „tworząc”, poprzez starannie zaplanowane łączenie par, osobniki, które miały budowę, sierść, kształty czy cechy charakteru, które były dla niego akurat wygodne albo potrzebne.

Wilki patrzyły ze swoich gór na to wszystko z przerażeniem. One, i tylko one, pozostały wierne dawnym modelom życia i modelowi społeczeństwa ustanowionemu przez naturę. Ich szczenięta rodziły się z sierścią i oczami ojca i matki, a potem wraz ze swoim rodzeństwem od ojca i matki uczyły się zarówno praw stada, jak i tych najsurowszych praw - praw przetrwania. Nie mieli innych wrogów, niż ci naturalni: zła pogoda, mróz, susza albo jakiś większy czy bardziej agresywny drapieżnik. Polowały i zabijały tylko po to, by się wyżywić, bez żadnego marnotrawstwa. „Dobrze ulokowane w łańcuchu pokarmowych swoich ekosystemów”, jak powiedzieliby ludzie, by wyrazić, że żyli w doskonałej harmonii z prawami Stworzenia.

Właśnie z powodu tego upartego oporu wobec praw, pochlebstw i gróźb człowieka, z powodu ich twardej wytrwałości w pozostaniu „dzikim”, z powodu ich naturalnej i nieoswajalnej dumy… a nie z powodu jakiejś skradzionej kury wilki zaczęły być nienawidzone i przeklinane. Z tego też powodu również psy zaczęły być uczone wrogości do nich. Były już całkowicie poddane kaprysom człowieka: nie tylko broniły pożywienia, którego człowiekowi zbywało, a po które wilki – tylko wyjątkowo – sięgały, gdy stado wymierało z głodu, lecz były także szkolone do walki. Obok dużych psów pasterskich o śnieżnobiałej sierści postawiono potężne mastify i warczące molosy o płaskim pysku, a także wilczury, w wyglądzie wciąż podobne do swoich odległych przodków. Wszystkie były szkolone do „stróżowania i obrony”, w praktyce przed bandytami i rozbójnikami, ale teoretycznie przeciw „okrutnym” wilkom, które równocześnie były przedmiotem polowań i eksterminacji.

Żaden wilk nie może zapomnieć tej historii, która płynie we krwi kolejnych pokoleń. Żaden wilk nie wymazał z pamięci tej rzezi wilków, której dopuszczał się człowiek, teraz bez żadnej potrzeby, jedynie z czystej nienawiści. To nienawiść popychała tych współczesnych myśliwych z chustkami na szyjach, by wypędzić i obalić każdy przejaw Tradycji, rodzinnej bliskości, naturalnego życia, hierarchicznego porządku, wierności i honoru. To była nienawiść tchórzy, którzy, by zabić, używali broni która pozwalała strzelać z daleka, bez pokazywania się. Nigdy żaden z nich nie ośmielił się stanąć naprzeciw wilka z gołymi rękami, żaden z nich nie miał odwagi spojrzeć wilkowi w oczy – a mimo to niszczyli całe stada, wliczając samice i szczenięta, tylko z powodu nienawiści do tego świętego symbolu, którym były wilki.

W tym wszystkim psy były wspólnikami, lecz także ofiarami. Człowiek bowiem, uważając się za „wszechmocnego” pana nieba i ziemi i patrząc z wysokości swojej oświeconej wiedzy, zaczął coraz bardziej pogardzać „niższymi” istotami, którym pozwalał istnieć tylko dla swojej korzyści, dla swojej zabawy, dla swojej prawie zawsze niezdrowej przyjemności. O ile pies wcześniej był wiernym i użytecznym pomocnikiem w wielu pracach, teraz stał się przedmiotem eksperymentów genetycznych. Mógł być zabawką albo ozdobą, gladiatorem walczącym na arenach z bykami, albo śmieszną puchatą kulką do pokazywania na salonach.

To wszystko działo się przez wieki… i to wszystko było dla Alfy jasne, ale ostatecznie prowadziło go do przekonania – albo nadziei – że coś się zmienia. Że człowiek, stanąwszy już nad granicą katastrofy, mógł odłożyć na bok to szaleństwo, które skazywało na zagładę jego, i całą ziemię, i, być może, przebudzić się. Alfa wiedział, że od paru lat odważni ludzie, o większej wrażliwości na życie i Naturę, zaczęli nawet ich bronić (oni mówili „wziąć pod ochronę”). Słyszał także, że obecnie ludzie „szanują zwierzęta” i coraz częściej otaczają się w swoich domach psami i kotami. Teraz potrzebował zdobyć potwierdzenie tych informacji. Może to właśnie psy będą mogły pomóc wilkom nawiązać porozumienie z ludźmi. Może także same psy się zmieniły i pragnęły powrotu do bardziej naturalnego i tradycyjnego życia.
To dlatego Alfa wysłał Gammę do miasta. I teraz, nareszcie, imponująca sylwetka potężnego wilka pojawiła się na ścieżce prowadzącej na równinę. Gamma kroczył powoli, jak zawsze czujny i uważny, nawet teraz, gdy prawie już dotarł do Legowiska. W ciągu paru minut stanął przed Alfą. Dwaj przyjaciele przywitali się i Alfa dał znak Gammie by szedł za nim. Razem zbliżyli się do stada, a inne wilki rozstąpiły się, dając im miejsce, by się pożywić. Potem, bez konieczności wydawania żadnego rozkazu, wszyscy się rozeszli. Tylko najstarsze albo najważniejsze w hierarchii stada osobniki pozostały by słuchać opowieści Gammy.

***
- Tam na zewnątrz jest gorzej, niż przypuszczaliśmy. To jest naprawdę świat na opak, gdzie ludzie żyją w nocy i śpią w dzień, mężczyźni wyglądają jak kobiety a kobiety jak mężczyźni, wszyscy biegają, ale nikt nie wie ani gdzie, ani po co. Hałas, dym, światło… Oni wszyscy oszaleli, to pewne! Tak jest, wszyscy wydają się szaleni!
Już pierwsze, pełne goryczy, słowa Gammy, wprowadziły atmosferę niepokoju.
- A psy…? – zapytał Alfa, wcale niezaskoczony doniesieniami o ludzkim szaleństwie.
- Gdybyście widzieli, co z nimi zrobili! – zawołał Gamma opuszczając głowę i spuszczając wzrok. W jego słowach była gorycz i zaraźliwy niepokój. Po chwili znów się odezwał:
- Od wieków wiedzieliśmy, że są niewolnikami ludzi. Przez wiele pokoleń widzieliśmy, jak się łaszą, żebrząc o byle kość, ale nie wyobrażacie sobie, w jak opłakanym stanie są teraz. Człowiek ich wyprodukował – tak, wierzcie mi, wyprodukował – wszystkie możliwe typy: duże, małe, okrągłe, podłużne, niskie, wysokie, głupie, muskularne, a nawet gołe… Są takie, które wyglądają jak owce, i takie, które przypominają świnie, a wszystkie są prowadzane po ulicy na sznurach.
Kilku starszych osobników ze stada się uśmiechnęło. Od dawna docierały do nich opowieści o tysiącach ras wymyślonych przez człowieka dla swojego kaprysu, ale ich opis dokonany przez Gammę był szczególnie wyrazisty i przypominał im żartobliwe powiedzonka dotyczące tego tematu, które ukuli jeszcze ich ojcowie.
- Jest faktem, że teraz psów są tysiące. Wszędzie. Próbowałem przemierzać ulice w ukryciu i wierzcie mi: nie da się nawet podążać za tropami, bo na każdym rogu, na każdej roślinie i na każdym słupie są dziesiątki śladów, jedne na drugich. Nie można nawet rozpoznać ilu żyje razem na jednym terytorium. I to były dziwne zapachy. Nie uwierzycie, ale wszystkie samce, które widziałem, były wykastrowane, a żadna samica nie miała już rui.
- Więc jak to możliwe, że jest ich aż tyle? – zapytał Omega, przerywając szmer wśród wilków. Gamma zawahał się przez chwilę – także dla niego to, co zamierzał powiedzieć, wydawało się nieco przesadzone.
- Wydaje się, że to człowiek je produkuje…
Tym razem szmer mu przerwał, i po chwili Gamma musiał na nowo podjąć opowieść:
- Tak, właśnie tak się wydaje, że szczenięta są produkowane gdzie indziej i sprzedawane w sklepach albo wysyłane do domów. Są brane z wyspecjalizowanych firm, tak samo jak wszystkie inne ludzkie rzeczy. Ja też nie wiem gdzie właściwie się one znajdują ani jak funkcjonują, ale żaden z psów z miasta nie może mieć szczęniąt, to pewne! Inna sprawa, że nawet ludzie nie mają już dzieci…
Tym razem zapadło pełne oczekiwania milczenie. To wszystko wydawało się trudne do uwierzenia, ale ta ostatnia wiadomość była naprawdę szokująca.
- Właściwie – kontynuował Gamma – jakieś ludzkie szczenięta jeszcze się gdzieniegdzie widuje, ale wydaje się, że współcześni nie mają już ani czasu, ani chęci, żeby rodzić dzieci. To właśnie dlatego biorą do domu psy… i koty też, ale ich, na szczęście, nie widać za wiele na ulicach. Ludzie traktują je jak własne szczenięta, nawet wtedy, gdy psy są już stare. Głaszczą je, wołają po imieniu, obdarowują jedzeniem i prezentami, bawią się z nimi w parku… a nawet je ubierają! Tak, naprawdę, zakładają im ubrania, kokardki i różne inne dziwne rzeczy, by upodobnić je do ludzi!
Wśród wilków pojawiło się kilka dosadnych komentarzy, ale wystarczyło jedno spojrzenie Alfy by przywrócić porządek.
- Udało ci się nawiązać jakieś kontakty? – zapytał przywódca stada tonem bardzo poważnym i zmartwionym.
- Spotkałem pewnego wilczura – jednego z tych psów fizycznie najbardziej podobnych do nas – na obrzeżach miasta. Był zamknięty za ogrodzeniem jakiegoś dużego budynku, z którego wznosił się cuchnący dym. Kiedy poczuł mój zapach zaczął na mnie warczeć, ale uspokoił się, gdy zobaczył moje kły. Było już prawie ciemno i mogłem pozostać tam dłużej, i tak również ten wilczur opowiedział mi straszne rzeczy. Teraz ludzie żądają od psów wszystkiego… On, na przykład, był szkolony do szukania jakichś wstrętnych rzeczy ukrytych w ziemi i już od małego był zmuszony do wąchania tych świństw, od których robiło mu się niedobrze… Przestał więc szukać i ludzie, którzy go szkolili, sprzedali go innemu człowiekowi, który go zamknął żeby „stał na straży”. Ale mówi, że na zewnątrz jest jeszcze gorzej…
- Walki? – zapytał z ciekawością Kappa.
- Nie, jeszcze gorzej: pieski, które cały dzień siedzą zamknięte w domu i nawet załatwiać musza się na jakieś szmaty, psy zabierane tam, gdzie ludzie cierpią, by być głaskane, inne pokazywane publicznie po godzinach mycia i czesania… Nie, wierzcie mi… oni nam nie pomogą w przekonaniu człowieka by przestał niszczyć Naturę… bo teraz nawet te psy są zniszczone, zepsute, zdegenerowane.
Gamma potrząsnął głową, a jego oczy płonęły oburzeniem.

***
Alfa nie chciał, by wieczór kończył się w tak przygnębiającej atmosferze.
- Wydaje mi się, że nic się nie zmieniło – powiedział – Chociaż może sytuacja psów się jeszcze pogorszyła. Cóż, tym gorzej dla nich. Nigdy nie umieli doceniać wolności i na pewno teraz też się tego nie nauczą, prawda Tau?
Stary wilk, który zawsze miał jakąś historię albo anegdotę na każdą okazję, nie przepuścił okazji:
- Przyszła mi na myśl bajka, którą pewien inteligentny człowiek (kiedyś tacy byli) napisał dobre piętnaście wieków temu:
Chudy i wynędzniały wilk spotkał dobrze wykarmionego psa, z sierścią gęstą i błyszczącą. Zatrzymują się, witają wilk pyta:
- Jak to możliwe, że jesteś taki gruby? Ja jestem znacznie silniejszy od ciebie, a popatrz na mnie: umieram z głodu i ledwo trzymam się na nogach.
- Ty też, przyjacielu, możesz przytyć, jeśli pójdziesz do mojego pana. Trzeba tam tylko stać w nocy na straży, by złodzieje nie weszli do domu.
- W porządku. Jestem już zmęczony moknięciem na deszczu i śniegu i martwieniem się o zdobycie jedzenia.
A gdy szli wilk spostrzegł, że pies ma sznur na szyi.
- Cóż to jest, przyjacielu? – zapytał go.
- Wiesz, zazwyczaj mnie przywiązują.
- I powiedz mi, czy możesz odejść, gdy zechcesz?
- Ach, nie – odrzekł pies.
- A więc ciesz się sam twoimi wspaniałymi potrawami. Ja wolę umrzeć z głodu, niż zrezygnować z mojej wolności!

Po tych słowach grupa się rozeszła. Gamma udał się na zasłużony odpoczynek przy boku swojej samicy. Tylko Alfa pozostał na polanie spoglądając w niezmienny łuk nieba, które widziało historię tysięcy pokoleń wilków. Czy to możliwe, że nic się nie zmieniło? Że sytuacja współczesnego świata wręcz się jeszcze pogorszyła, dochodząc do takiego stanu degeneracji? Jak oni mogli mieć nadzieję, że odwrócą ten upadek? Oni – małe i proste stado wilków?

„A jednak musimy mieć wiarę – pomyślał Alfa. – Musimy zrobić co w naszej mocy. Musimy pomóc tym na zewnątrz, nawet jeśli oni tego nie chcą, nie rozumieją, nawet jeśli nas odrzucają… Inaczej to będzie koniec. Koniec dla wszystkich. Koniec wszystkiego”. Jego serce napełnił głęboki niepokój, gdy wyobraził sobie wszystkie cierpienia i udręki, których nie będzie łatwo zaakceptować.

W tym momencie podmuch wiatru poruszył korony drzew i szelest liści zagłuszył cykady. Ciepły powiew wiatru przemknął przez grzbiet Alfy, aż przeszedł go dreszcz. To było jakby dotknięcie dłoni Natury chciała go uspokoić, pocieszyć, umocnić. Potrząsnął głową i pewnym krokiem ruszył w stronę Legowiska. „Nie przemogą nas! Damy radę. Jeśli z góry została nam dana nadzieja, zostanie także dana siła by wytrwać i zwyciężyć”.

Morał:
Za każdą maską jest oblicze, za każdym pozorem jest prawda.

Tematyka: