5. Przyczółek

Alfa raz jeszcze prześledził linię szlaku prowadzącego z wyżyny do serca doliny, do pól uprawnych i ludzkich miast. Słońce niedawno wzeszło i było jeszcze pomarańczową kulą nad wschodnim horyzontem. Zapowiadał się kolejny upalny dzień.
Po opowieści Gammy podjął decyzję, która, dla innych wilków albo w innych czasach, wydawałaby się szalona jeśli nie wręcz samobójcza, ale dla niego była prostą konsekwencją decyzji o wyjściu z lasu. Tego dnia utworzą „Przyczółek”. Rozmawiał już o tym ze starszyzną i nikt nie wyraził sprzeciwu, także dlatego, że była to strategia, która najlepiej chroniła stado. Teraz, co prawda, miejsca do obrony miały być już dwa, ale miało to swój cel: w Legowisku na skraju lasu pozostała większa część doświadczonych wilków, tymczasem Przyczółek będzie powierzony najmłodszym – wciąż dobrze kontrolowanym i prowadzonym – by ich entuzjazm i przykład zachęcały, zaciekawiały i przyciągały „tych z zewnątrz”.

To był, oczywiście, wybór niepozbawiony ryzyka, ponieważ wszyscy dobrze wiedzieli, że ich obecność tak blisko współczesnych ludzi będzie powodować niepokoje i nieporozumienia, do tego łatwo podsycane przez starą nienawiść kasty myśliwych i tych, którzy zbudowali swoje bogactwo, władzę i prestiż na micie „polowania na wilki”. Na pewno nie będzie brakować napięć, prowokacji, gróźb, może nawet agresji, ponieważ myśliwi cieszyli się opieką potężnych protektorów, a wręcz bezpośrednio kontrolowali poprzez swoich uczniów wszystkie kompleksy i zawiłe narzędzia władzy nad ludzkim społeczeństwem. Myśliwymi byli ci, którzy rządzili, ci, którzy czuwali nad przestrzeganiem prawa, ci, którzy wydawali skazujące wyroki i wszyscy ci, którzy powinni dociekać prawdy czy tylko uczciwie przedstawiać fakty. Same podstawy ludzkich praw były oparte na świętym założeniu „polowania na wilki”, a same wilki były a priori określane jako kwintesencja „zła absolutnego” jako demoniczni siewcy przemocy i niesprawiedliwości. I nie miało znaczenia, że ta przemoc i niesprawiedliwość były stosowane przez myśliwych wobec wilków – a nie odwrotnie – prawie aż do doprowadzenia do ich całkowitego wyniszczenia. Nienawiść, nieufność i fałsz wobec wilków były tak zakorzenione w powszechnej świadomości, że stały się częścią pryncypiów, do których każdy uczciwy człowiek od dzieciństwa powinien się odwoływać, nienawidząc wilków nawet w bajkach.

To była stara historia. Historia, którą Alfa znał dobrze i którą Lambda często opowiadał młodym, historia, która powstała dawno, dawno temu, jeszcze zanim dla ludzi rozpoczęła się era maszyn, nauki, przemysłu. W tamtych czasach ludzie, którzy uprawiali ziemię, a więc w pewien sposób szanowali jeszcze naturę, mieli zostać oderwani od pól i zabrani do nowych, przemysłowych miast, by stać się uciśnionymi, wyobcowanymi i schorowanymi niewolnikami. Jak można było ich przekonać albo zmusić do tak niekorzystnej decyzji? Z jednej strony został wymyślony mit postępu, wielkich korzyści, które będą wypływać dla wszystkich z maszyn, z technologii, z nauki, z „nowoczesnego” życia. Z drugiej strony był podsycany strach przed wilkami, przed dzikimi zwierzętami i wrogą naturą, którą należało oswoić, opanować lub zniszczyć.

W tym samym czasie pieniądz stał się nowym bóstwem czczonym przez ówczesnych, pożądanym i zdobywanym ze wszystkich sił, wszystkimi metodami i energiami. Pieniądze… a nie dobra. Abstrakcyjna jednostka, kawałek papieru, a nie produkty rolne, nie trzody nie połacie ziemi ani nie mury domów – bogactwa, dla których ludzie już od dawna się zabijali. Bogactwo stało się sumą cyfr, zbiorem numerów, nawet bez wiedzy przez kogo i na podstawie jakich kryteriów była ustalana wartość tych numerów, ani kto naprawdę posiadał władzę nad tym systemem. Faktem jest, że ostatecznie ludzie stali się jeszcze biedniejsi, zmuszeni do wykonywania prac poniżających i jeszcze bardziej wyczerpujących niż prace na roli i do życia w brudzie i trujących dymach fabryk.
Tak więc wielu ludzi zaczęło myśleć, że to wszystko nie było błędne, że było lepiej zawrócić, że mieli się lepiej wcześniej, bez „postępu”. Żeby cierpienie i rozczarowanie nie zmieniły się w rewolucję, „oświeceni” współcześni zdecydowali się użyć potężnej broni propagandy i ci, którzy marzyli o bardziej naturalnych sposobach życia byli natychmiast napiętnowani jako „obskuranci”, nieprzyjaciele społeczeństwa, niebezpieczni reakcjoniści.
Poza tym trzeba było doprowadzić do tego, by nowe pokolenia wzrastały bez oporu, więc w szkołach zaczęto nauczać nauk ścisłych zamiast historii, zaś głowy młodych były wypełniane fałszywymi przekonaniami o wielkim postępie technologicznym i medycznym, Nade wszystko trzeba było jednak wykorzenić koncepcję Tradycji, wykorzenić rodzinę, zrobić wszystko, by dzieci były wychowywane przez państwo, a nie przez rodziców. W tym wszystkim także wilk, chcąc nie chcąc, odegrał pewną rolę.

Lambda tak o tym opowiadał:
„Wiemy, że wilki zawsze stanowiły dla człowieka pewien punkt odniesienia, czasem pozytywny, czasem negatywny. Były obserwowane, podziwiane i uważane prawie za bóstwa przez wędrowne i wojownicze ludy oraz przez te społeczeństwa, które zachowały jeszcze w swoim życiu społecznym naturalny porządek. Z drugiej strony były uważane za wrogów i rozbójników przez ludność osiadłą, przez rolników, przez leniwe pasożyty, które myślały tylko o tym jak wykorzystać naturę uprawiając ją, wyniszczając ją, zabierając z niej zwierzęta i wycinając drzewa, nie po to by przeżyć, nie po to, by się wyżywić lecz by się wzbogacić. Tak z biegiem czasu najbardziej przebiegli i żądni bogactwa ludzie wybudowali miasta, potem wymyślili handel, a wraz z nim pieniądze, banki… potem maszyny i przemysł… a potem naukę i technologię posuwając się wciąż dalej w tym szaleństwie, w tej spierali wyobcowania, która ich wciąż oddalała od świętego i naturalnego sensu życia. To wszystko doprowadziło do wytworzenia poczucia władzy człowieka nad Stworzeniem, i przekonania, że człowiek ma prawo decydować o wszystkim, brać w posiadanie i używać dla swojej przyjemności wszelkich stworzeń i wszelkich dóbr ziemi, bez konieczności zdania rachunku przed Bogami. Wydobywać, wycinać, palić, zabijać… Tak, zabijać, tylko po to, by zademonstrować, że jest się silniejszym, że jest „panem”. Zabijanie zwierząt, których kiedyś się bał i które szanował, służyło człowiekowi tylko po to, by pokazać swoją wyższość. Nigdy wcześniej nie zostało zabitych tyle wilków (a także lwów, panter, tygrysów czy słoni), jak w minionym stuleciu. Odławiane, ścigane i zabijane tylko „dla mody”, dla „zabawy”, w nienawiści wobec Natury i jej odwiecznych praw.
- Ludzie porzucili wszelką mądrość w imię inteligencji, postępu i nowoczesności, porzucili wszelkie świętości w imię posiadania i zaspokajania swoich żądz i tak zbliżają się do całkowitego zniszczenia świata, w którym żyją… i w którym, niestety, żyjemy także my!

Grupa prowadzona przez Alfę dotarła do wybranego wcześniej miejsca, prawdę mówiąc dosyć ciasnego, na obrzeżach miasta. Stąd będzie możliwe osiągnąć te cele, które Alfa i całe stado obrali sobie wychodząc z lasu.
Dumne i radosne wilki „zainaugurowały” nową siedzibę śmiałymi słowami piosenki:
„Nieskończone gwiazdy świecą
tysiące horyzontów lśnią,
młode wilki, które nadchodzą,
i myśliwi, którzy zwiewają!”
Alfa, Lambda i Gamma uśmiechali się – lecz również oni śpiewali – świadomi, że ta ich dumne wycie spowoduje niemałe zamieszanie. Ale w końcu, jakie to miało znaczenie? Nie było potrzeby ani sensu ukrywać się. Nie zamierzali być „wilkami w owczej skórze”, lecz po prostu wilkami… od zawsze i na zawsze wilkami. A myśliwi niech się wściekają.

I myśliwi rzeczywiście się wściekali, i to jak. To zuchwałe wycie zaraz pod ich bokiem, sprawiło, że wielu z nich nie mogło spać. Następne dni wypełnione były wrzaskami i biadoleniem, odwoływaniem się do „świętego pryncypium” polowania na wilki, wskazywaniem na wzrastające „wilcze niebezpieczeństwo”, wspominaniem okropności, które być może nigdy się nie wydarzyły oraz przywoływaniem rzezi i gróźb wobec społeczeństwa, których wilki (i to „te” wilki) nigdy nie popełniły. W siedzibach myśliwych wyciągnięto z naftaliny stare wojenne flagi czerwone od krwi tysięcy wilków zamordowanych w tak drogiej ich wspomnieniom rzezi. Wielkim głosem wzywano do zamknięcia Przyczółku: „Nie można zostawiać wilkom żadnej przestrzeni. Żadnych ustępstw! Trzeba występować ze stanowczością przeciw niebezpieczeństwu powrotu do dzikości”. Największe autorytety głośno krzyczały: „Będziemy czuwać przed niebezpieczeństwem powrotu wilków. Nikt nie może pogwałcić świętego pryncypium. Cywilizowane społeczeństwo wyizoluje tych dzikusów”.

I tak przed Przyczółkiem ustawili się ci, którzy „tam na zewnątrz” są zwani „Służbami Porządkowymi”: uzbrojeni ludzie okupujący okolicę i kontrolujący każdy ruch wilków. W Przyczółku wilki Alfy po prostu żyły: przebywały razem, słuchały opowieści Tau, zajmowali się normalnymi czynnościami takimi jak jedzenie, śpiewanie i zabawa. A na zewnątrz rozgrywała się cała komedia… albo raczej farsa! Paradoksalnie ci uzbrojeni ludzie w mundurach mieli bronić współczesne społeczeństwo, chroniąc je przed zarażeniem przez „dzikusów”, natomiast mówili (z fałszywymi uśmiechami), że są tam, żeby bronić wilki od ewentualnych nieuprawnionych ataków myśliwych. Tak, bo w ostatnich latach – być może ze strachu, a może z przekonania że problem już został rozwiązany – polowanie na wilki zostało zakazane! Codziennie organizacje myśliwych z ich czerwonymi chustkami na szyjach manifestowały wielkim głosem żądając uchylenia tego prawa. „Zabić wilka to nie przestępstwo!” skandowali, trzymając się jednak z daleka od Przyczółku i ciągle chowając się za kordonem „gliniarzy”, którzy, wyglądało na to, musieli bardziej bronić myśliwych niż ofiary.
Krótko mówiąc: jedno wielkie zamieszanie, któremu wilki przyglądały się z pewną ironią, ale też z zakłopotaniem wywołanym faktem, że znaleźli się tak w centrum uwagi, będąc przyzwyczajonymi do życia w lesie i do spoglądania na ludzkie szaleństwa z bardzo daleka.

Alfa wiedział dobrze, że to całe zamieszanie nie wpływało dobrze na ich nerwy, ich zdrowie i ich spokój psychiczny, ale wiedział także, że – koniec końców – odgrywało swoją rolę. Kto wie ilu, nie mając odwagi by to powiedzieć, może nawet by to pomyśleć, mieli już dość dyktatury myśliwych, ich starych idei i ich powtarzanych w kółko litanii, takich jak ta coroczna ceremonia, przez którą zobowiązywali wszystkich do celebrowania dnia „wyzwolenia od wilków” (które było niczym innym niż wspomnianą wcześniej eksterminacją). Teraz wiele osób dowiedziało się, że jest jeszcze ktoś, kto żyje poza schematami, według starych kryteriów, respektując miłość i siłę, odpowiedzialność i hierarchię, honor i wierność, pogardzając rzeczami, które nie są konieczne do życia: dobrobytem, bogactwami, zbytkiem i lenistwem wygodnego życia.

„Tak, to był gorący dzień pod każdym punktem widzenia” - pomyślał Alfa wracając do Legowiska – „ale Przyczółek jest już ustanowione”. Nie będzie łatwo wyrzucić ich stamtąd. Jasne, „ci z zewnątrz” mieli dość siły i arogancji, żeby to zrobić. Jasne, myśliwi nie poddadzą się łatwo: ich władza zbudowana na dziesięcioleciach kłamstw była wystawiona na ryzyko przez sam fakt ich obecności. Na pewno czekały ich trudne dni i próby, których Alfa nie mógł ani nawet nie chciał sobie wyobrażać. A jednak… Alfa znów ujrzał przed oczami duszy surowe, dumne i szczęśliwe twarze swoich wilków. Widział ich każdego z osobna, od najmłodszych aż do Lambdy. Nie było w nich wahania, nie było podłości, nie było arogancji, nie było wątpliwości. Kiedy Alfa o tym rozmyślał raz jeszcze wzniósł oczy do nieba by spojrzeć w niebo pełne gwiazd i, sam tym zaskoczony, zaczął śpiewać:
„Nieskończone gwiazdy świecą
tysiące horyzontów lśnią,
młode wilki, które nadchodzą,
i myśliwi, którzy zwiewają!”

Tematyka: