"Wznosząc zawsze serce ponad gwiazdy" - wywiad z Marco Venturino

Wywiad zamieszczony 24 października 2013 r. na łamach "Il Giornale d'Italia".
large_koncert.jpg
Amici del Vento są jednym z pierwszych zespołów, które, w latach 70. dały życie fenomenowi muzyki alternatywnej. W czasie swojej długiej kariery, między kasetami magnetofonowymi, vhs, cd i dvd byli bez wątpienia jedną z grup najbardziej twórczych i znaczących w świecie muzyki tożsamościowej. Ich historii i pamięci Carlo Venturino (w trzydziestą rocznicę jego śmierci) jest poświęcony koncert, który odbędzie się w 16. grudnia Mediolanie. Porozmawialiśmy o nim z Marco Venturino, który wraz z nami prześledził tę historię, dotyczącą nie tylko muzyki, ale przede wszystkim ludzi i ideałów.

Pierwszy występ Carlo miał miejsce w lutym 1976 w Turnie i po nim powstał pomysł by dać życie „Amici del Vento”. Co was zmotywowało do stworzenia jednej z najbardziej reprezentatywnych grup naszej panoramy muzycznej? Jak narodziła się nazwa zespołu?
W latach 70. „młodzi prawicowcy”, czy jakkolwiek ich nazwać, reprezentowali pewne dosyć szczególne środowisko. To my, często bardzo różni pod względem pochodzenia i myśli, byliśmy tymi, którzy opierali się „jedynej młodzieżowej myśli” o socjalkomunistycznym kroju, która wtedy przeważała. Szczególnie na północy żyliśmy jak w getcie, a postrzegani byliśmy tylko jako pewien kulturowy półświatek pełen stereotypów i niejasności. Muzyka, ekspresja artystyczna, była możliwością wyjścia z tematyki ściśle i wyłącznie politycznej, możliwością przekazywania naszych uczuć, pasji, nadziei i idealistycznego zapału, i sprawienia, żebyśmy zostali usłyszani. Nazwa zespołu powstała z pomysłu mojej matki: spodobała się nam i przyjęliśmy ją.

Jak powstawały wasze utwory? Jaka była twoja rola w zespole w pierwszych latach jego istnienia?
Zależało od piosenki. Ogólnie jednak każda piosenka była próbą odpowiedzenia całą duszą na jakąś zewnętrzną sytuację, sposobem by rozpowszechniać idee i uczucia dotyczące różnych wydarzeń z tamtych lat. Na początku grałem tylko na gitarze, potem zacząłem próbować komponować, kilka utworów sam, a kilka razem z Carlo. W całych Włoszech i dla wszystkich pokoleń słuchających tej muzyki Carlo był i jest niezmiennie rozpoznawalny w głosie nieprzemijających piosenek takich jak„Trama nera”, „Incontro” czy „Noi”.

A jaki rzeczywiście był Carlo w codziennym życiu?
Dla mnie był bratem i przyjacielem, i jeszcze kimś więcej niż bratem i przyjacielem razem. Mógłbym opowiadać Ci o nim godzinami, ale to temat bardzo osobisty. Powiedzmy,że najważniejsze wyraziłem w piosence, którą dla niego napisałem [ A Carlo – przyp. mój].

Jaka była wasza relacja z innymi młodzieżowymi muzykami i zespołami muzyki alternatywnej? Może nie wszyscy wiedzą, że współpracowałeś jako perkusista przy nagrywaniu kasety „Gioventu e Liberta” zespołu ZPM.
Byliśmy przyjaciółmi, lecz także była między nami zdrowa rywalizacja. Każdy chciał być jak najlepszy, myślę że to normalne, ale było miło grać razem i spotykać się przy wszystkich możliwych okazjach.

Fundamentalną rolę w rozpowszechnianiu muzyki alternatywnej odegrały „wolne radia”. Jak wspominasz te inicjatywy?
„Wolne radia” były bardzo rozwijającą przygodą. Niestety, nie udało nam się nigdy wyjść poza amatorstwo i działalność opartą na wolontariacie, i stać się głosem kulturalnym niezależnym od partii.

11 i 12 czerwca 1977 r. byliście w Montesarchio na pierwszym Obozie Hobbit. W książce „Il nostro canto libero” („Nasza wolna pieśń”) określiłeś go jako „absolutnie wspaniały”. Możesz nam opisać atmosferę tych dni, a szczególnie waszego koncertu?
Dla nas, mediolańczyków, którzy zawsze byliśmy czterema niezależnymi kotami, zmuszonymi przemykać się pod ścianami, przybycie do miasteczka pełnego flag z krzyżami celtyckimi, gdzie mogliśmy z innymi swobodnie chodzić po ulicach i zobaczyć taką ilość uczestników Obozu było pewnego rodzaju szokiem. Myśleliśmy, że znaleźliśmy się w jakimś śnie: trzy dni żeby móc bez przeszkód wyrażać swoje emocje. To było więcej niż „wspaniałe”, to było dla nas naprawdę jak sen. A nasz koncert był ukoronowaniem tych wszystkich emocji. Po raz pierwszy istnieliśmy naprawdę i nie musieliśmy za to przepraszać.
adv_ch1.jpeg
Wszyscy zawsze narzekali na rolę ówczesnej klasy politycznej(od MSI do AN), krótkowzrocznej i niezainteresowanej energią młodzieżowego świata. Czy tak zawsze było?
Problemem było nie tyle nierozpoznanie energii młodzieżowego świata (zresztą wcale nie jest pewne, że miał on tę energię), ile krótkowzroczność w zrozumieniu znaczenia obszaru sztuki i kultury, który czasem może - albo lepiej: musi - nie być ortodoksyjny. Polityczne gierki, do tego w wersji tak marnej polityki, jaką widzieliśmy w następnych latach, mają krótkie nogi i wykańczają się w małych centrach władzy, które znikają i nic po sobie nie zostawiają – coś, co właśnie się wydarzyło.

Jak po tragicznym wypadku Carlo znalazłeś siłę by wrócić dośpiewania i pisania nowych piosenek?
Ekspresja artystyczna jest jedną z niewielu sposobów obrony człowieka przed bólem. Nie usuwa go, lecz pozwala go przepracować, sprawiając, że staje się znośny. Dlatego to nie ja znalazłem siłę, ale dała mi ją muzyka.

Z całej dyskografii zespołu jaka jest Twoja ulubiona piosenka spośród tych napisanych przez Carlo, a jaka z tych napisanych przez Ciebie?
„Ritorno” z tych Carlo i „NAR” i „Gatto nero” z moich.

Pod względem ilości Twoja twórczość muzyczna przewyższa twórczość Carlo, a Twoje zaangażowanie w muzykę trwało prawie 20 lat po jego śmierci. Jakie znaczenie ma dla Ciebie to świadectwo?
Jakakolwiek twórczość artystyczna jest po części owocem próżności. Jest wspaniale być czytanym, słuchanym, itd. Teraz piszę powieści zamiast piosenek i, poza próżnością, cały czas jest to samo pragnienie by wyrazić swoje uczucia, dać głos emocjom i poruszeniom serca, przekazać coś od siebie, co, może zbyt zuchwale, ale uważa się za warte przekazania.

W zeszłym miesiącu miały miejsce absurdalne polemiki na temat koncertu ku czci Carlo, rozpętane przez stronę nazwaną samozwańczo „Osservatore democratico” [„Obserwator demokratyczny”, lewacka strona zajmująca się tropieniem „faszystów” i nazistów” – przyp. mój]. Co sądzisz o tym medialnym zamieszaniu i zachowaniu teatru Manzoni [opis sprawy tutaj]?
Ten biedak Saverio Ferrari z “Osservatorio Democratico” jest właśnie biedakiem. Pozostał cały czas zamknięty w swoich przestępczych wartościach i jest niezdolny do spojrzenia poza koniec własnego nosa. W zasadzie nie mogę nawet go obwiniać, bo bez tej hipotetycznej faszystowskiej przemocy, którą wyszukuje i zwalcza, jego życie nie miałoby sensu. Medialne zamieszanie jest gorsze, ponieważ jest owocem prostackiego i głupiego karierowiczostwa. Najgorsze z tego wszystkiego jest zachowanie teatru Manzoni, który zachował się według wskazówek Fininvest: płać kasę a potem, przepraszam za wulgarność, spierdalaj. Klasyczne zachowanie tego agresywnego kapitalizmu, który tyle zła wyrządził w naszym kraju.

16 grudnia 13 innych zespołów, reprezentujących cały alternatywny ruch muzyczny, wystąpi na scenie razem z Tobą i AdV. To wydarzenie porównywalne, albo nawet ważniejsze niż Obóz Hobbit. Czego oczekujesz po tym wieczorze?
Mam 56 lat i oczekuję już niewiele. Zobaczymy, tak czy inaczej koncert się odbędzie, a potem, jeśli zechcesz, porozmawiamy o nim. Powodzenia wszystkim!


Rozmawiali: Cristina Di Giorgi i Alessandro Mignogna

Źródło: http://www.ilgiornaleditalia.org/news/cultura/849635/Lanciando-sempre-il...

Marco Venturino
Tematyka: