"Poza lasem"

Fuori dal bosco"Poza lasem" (oryg. "Fuori dal bosco") to zbiór opowiadań "naukowo poprawnych, politycznie niepoprawnych", które pod postacią stada wilków przedstawiają Lealta Azione - jedną z włoskich "niepoprawnych politycznie" organizacji. Bohaterowie opowiadań - przywódca stada Alfa, stary Lamdba i inni - wyruszają z bezpiecznego lasu na spotkanie ze współczesnym światem, by przypomnieć mu znaczenie Tradycji i wartości takich jak honor, przyjaźń czy poświęcenie.

Autor, Guido Giraudo jest wieloletnim działaczem włoskiego środowiska prawicowego, dziennikarzem, pisarzem oraz wykładowcą komunikacji medialnej w mediolańskiej wyższej szkole Istituto Europeo di Design. Wywiad z nim można znaleźć tutaj.

Książkę można kupić kontaktując się w wiadomości prywatnej poprzez stronę na Facebooku oraz bezpośrednio od wydawcy poprzez formularz na tej stronie.

Poniżej fragment książki:

6. U WRÓT STADA

Najważniejszą rzeczą, którą robi wilk Beta jest ocenienie, czy nowoprzybyły jest godny zaufania i upewnienie się o tym, obserwując jego reakcje. To jest rola Bety w stadzie: chronienie innych wilków i zachowywanie się jak „bramkarz”, upewniając się, że żaden niebezpieczny lub niepożądany osobnik nie zbliży się do stada [...].

***

Było więc rolą Bety wychodzenie na spotkanie każdego nowego gościa, co teraz było trudniejsze niż wcześniej. Rozkazy Alfy przewidywały przegnanie niepożądanych osobników (wilków, zwierząt i ludzi), lecz także przyjmowanie i informowanie tych, którzy zbliżali się z dobrymi intencjami albo z autentyczną ciekawością. Becie to drugie zadanie niezbyt odpowiadało. Dzięki swojemu doświadczeniu, zdobytemu przez wiele lat życia w lesie, wyczuwał nosem i akceptował tylko podobnych sobie, tylko prawdziwe silne, twarde i dzikie wilki albo młode wilczki gotowe do poświęceń i do podporządkowania się surowej dyscyplinie, którą on narzucał każdemu proszącemu o przyjęcie w szeregi stada. Teraz nowe nastawienie wymagało od niego ogromnych pokładów cierpliwości i wytrwałości, ponieważ praktycznie codziennie był wzywany do witania, oceniania i przesłuchiwania różnych osobników.
Alfa często obserwował z pewnego dystansu te spotkania, pozostając jednak w swojej roli lidera i ufając decyzjom Bety i nie raz zdarzało mu się zauważać z pewną ironią trudności, jakie ten wilk miał z odnalezieniem się w nowej roli „przyjmowacza” zamiast „odganiacza”.

***

Pierwszymi, którzy wystawili na próbę cierpliwość i doświadczenie Bety były wilczury, które przybywając do Przyczółku przedstawiły się jako „post-wilki”. Rzeczywiście, z wyglądu przypominały prawdziwe wilki i można było łatwo odgadnąć, że pochodziły od nich w prostej linii, ale były tak piękne i czyściutkie, z błyszczącą i gęstą sierścią, że od razu było widać, że ciągle przebywają z ludźmi. Nie pachniały dzikością, ale śmierdziały dymem, jak ulice miasta. Poza tym połyskliwa sierść i pewna okazałość w kształtach zdradzały, że nie cierpiały głodu, nie musiały spać pod gołym niebem ani znosić niepogody.

Przybyły w parze, nieśmiało, prawie w ukryciu, przynosząc pozdrowienia od jakiegoś „post-wilka” jeszcze ważniejszego (według ludzi), „który, niestety, nie mógł dzisiaj przyjść…”.
– Jesteśmy tacy jak wy – rozpoczęli. – No… właściwie… byliśmy jeszcze niedawno. Ale nie wyparliśmy się niczego z naszej przeszłości! Także nasi przodkowie pochodzili z lasu, także my walczyliśmy z myśliwymi. Potem jednak zrozumieliśmy, że lepiej jest walczyć „od środka”, nawiązując znajomości z pewnymi ważnymi ludźmi, akceptując reguły współczesności… Musicie nas zrozumieć! Tak, zawarliśmy kompromisy, ale tylko po to, żeby osiągnąć jakieś efekty. Teraz także nasz gatunek jest szanowany i ma prawo zamieszkiwać w pałacach ludzi… Tak, oczywiście, bierzemy od ludzi jedzenie… nawet dużo, jeśli o to chodzi, a poza tym w zimie mamy zapewnione ciepło i wygodę. Ale nie zdradziliśmy wilczej idei… Wciąż jesteśmy jednymi z was!
Gdy tylko rozmówca wypowiedział pierwsze słowa Beta miał ochotę go ugryźć, ale wiedział, że Alfa by tego nie pochwalił. Te „post-wilki”, już należące do ludzkiego systemu życia, mogły być dla nich w pewien sposób użyteczne. Dlatego Beta musiał przełknąć warknięcie, które spontanicznie rodziło mu się w gardle, pozwalając parze spotkać się z przywódcą stada.
Wilczury były bardzo usłużne, spolegliwe i chętne do współpracy, posuwając się do niewiarygodnych wręcz obietnic:
– Nie bójcie się – mówiły. – My wpłyniemy na ludzi, tak że ta haniebna nagonka na wilki się skończy. Także myśliwi muszą już zakończyć te stare polemiki. To nie tylko słuszne, to wasze święte prawo, żebyście mieli przestrzeń dla siebie, i my wam to zagwarantujemy.
Alfa spojrzał na Betę zanim podziękował przybyszom. Także on im nie ufał, ale nie było żadnego powodu, żeby przepędzać kogoś, kto przyszedł ofiarować przyjaźń. Poza tym czas będzie najlepszym sędzią.
– Naturalnie porozmawiamy o tym z ważnym wilczurem, który urzęduje w stolicy – kontynuowali. – Może będziemy was potrzebować, żeby być bardziej widocznymi, żeby przyciągnąć więcej uwagi w siedzibach władzy… Powiemy wam za jakiś czas… Poinformujemy was. Bądźmy w kontakcie… Teraz idziemy na kolejne spotkanie… Niech żyją wilki!
I tak dwa wilczury, pożegnawszy się uniżenie, oddaliły szybkim krokiem i z wyraźną ulgą. W głębi serca także one bały się zbliżać się do Przyczółku – to był strach kogoś, kto ma sumienie nie w porządku, kogoś, kto się wyparł swojej tożsamości i obawia się wypomnienia tego. I chociaż zostały przyjęte serdecznie, nie mogły oderwać oczu od szczęk Bety i muskułów kręcących się w pobliżu młodych wilków.

***

Inną kategorią odwiedzających, którzy musieli spotkać się z Betą byli „wilczy aspiranci”. Pierwsi, którzy się zjawili, spowodowali nie tylko niezwłoczną interwencję Bety, ale także ciekawość, a wręcz rozbawienie wszystkich innych wilków obecnych w Przyczółku. Także oni przybyli w parze: pierwszy z nich należał do tych gatunków wyselekcjonowanych przed wiekami do walk z bykami – niski, masywny, z płaskim psykiem i krzywymi, muskularnymi łapami. Drugi, owoc „umiejętnych manipulacji genetycznych” był natomiast wysoki, smukły, o potężnych szczękach, wyselekcjonowany by bronić ludzi (bogatych) przed innymi ludźmi (o złych intencjach). Oba o lśniącej, czarnej sierści.
Podeszli do Przyczółku pewni siebie, zgrywając twardzieli i zgrzytając zębami.
– To wy jesteście wilkami z lasu? – zapytał pierwszy, chociaż widział, kogo ma przed sobą. – My jesteśmy po waszej stronie! My też mamy dosyć ludzi i jesteśmy gotowi do walki. Jesteśmy dzicy jak wy, okrutni jak wy i jesteśmy gotowi wymordować wszystkich myśliwych po kolei– Po tych słowach obaj zaczęli warczeć, ukazując równiutkie białe zęby i prężąc karki.
Tym razem Beta nie wytrzymał. W lot pochwycił spojrzenie Alfy, zjeżył sierść, odsłonił zęby i zbliżył się do dwójki ze straszliwym spojrzeniem. Wystarczyło tylko lekkie draśnięcie w ramię większego, by także niższy odskoczył do tyłu, zdumiony. Patrzyli obaj zagubionym wzrokiem, byli przecież przekonani że znajdą entuzjastyczne przyjęcie, a tymczasem… nic z tego.
– Ale… przynajmniej poddajcie nas próbie! Jesteśmy gotowi gryźć łydki strażników, jeśli chcecie, albo możemy napaść na jakąś siedzibę myśliwych i zagryźć kogoś… Przecież trzeba robić rewolucję, trzeba obalić władzę ludzi! Czy nie po to wyszliście z lasu? Więc my tu jesteśmy, jesteśmy gotowi, a razem z nami dziesiątki innych psów gotowych do walki przeciw ludzkiej opresji.
Stojący w bezruchu Beta uchwycił wymowne spojrzenie starszych wilków. O takich pomysłach słyszeli już nie raz w lesie, wśród wymyślnych obelg rzucanych przez przywódców stad sfrustrowanych bezczynnością i marginalizacją. Starsi doskonale wiedzieli, jak się kończą takie przemowy: jakiś mały atak, jakiś pogryziony, szybka ucieczka, a potem płacą za to wszystkie wilki bez różnicy, nawet te, które nawet nie wiedziały o akcji, a które były potem ścigane, więzione i skazywane. Nie mówiąc już o tych przywódcach stad, którzy wysyłali do działania młode, niedoświadczone wilki, które za każdym razem kończyły zatrzymane przez strażników i cierpiały w odosobnieniu, gdy tymczasem ich przywódcy rzucali przekleństwa do księżyca.
– Idźcie precz – Rzucił tylko Beta głosem cichym i bardzo spokojnym.
Dwaj „twardziele” popatrzyli po sobie zaskoczeni, a potem spojrzeli na Betę i inne wilki z cieniem litości.
– Wy wszyscy wymiękliście… wy, wilki! Wy też chcecie stać się potulnymi psinami na ludzkiej smyczy. To dlatego wyszliście z lasu… szukacie gotowego papu i…
Nie zdołał skończyć zdania, bo nagle wszystkie obecne w Przyczółku wilki ruszyły w ich stronę i gdyby nie natychmiastowa interwencja Alfy, niechybnie zaznaliby zębów tych „psinek”.
– Wracajcie do swoich bud – warknął Alfa. – Kiedy będziecie gotowi by zrezygnować ze wszystkiego: z jedzenia ludzi, z wygód, którymi cieszycie się każdego dnia, gdy będziecie gotowi znosić poświęcenia dla dobra innych, a nie dla własnej pychy, kiedy odsuniecie na bok waszą arogancję i zaczniecie szanować tego, kogo macie przed sobą,… Kiedy nauczycie się słuchać a nie mówić, kiedy wykażecie nam na przykładach, że zmieniliście wasz sposób życia… Wtedy, i tylko wtedy, możecie sobie pozwolić, by się do nas zbliżyć. Siła to nie przemoc, odwaga to nie znieważanie innych, autorytet to nie wyrządzanie krzywdy. Odejdźcie stąd i powiedzcie to wszystkim, którzy sądzą, że przybyliśmy aż tutaj, ryzykując naszą skórę i nasz spokój, żeby zajmować się waszymi frustracjami albo waszą bezradnością. Wracajcie do waszych ciepłych domów i nauczcie się gryźć się w język, na wypadek gdybyśmy mieli się jeszcze spotkać.

***

Do zupełnie innego rodzaju należało spotkanie z paroma bezdomnymi kundlami, które zostały opuszczone przez ludzi albo od nich uciekły, przyzwyczajonymi do życia na ulicy z wyboru lub z konieczności. [...] Jeden z nich miał odwagę zbliżyć się do Przyczółku i spotkać z Betą. Śmierdział. Nie dzikością, nie dymem, ani nie tymi substancjami, którymi ludzie skrapiają sierść psów by uniknąć pasożytów. Śmierdział brudem i kropka. Długa sierść była pozlepiana w strąki, które nie widziały wody od ostatniej ulewy. Pod wpływem instynktu Beta chciał go natychmiast przegnać – wystarczyłoby jedno warknięcie – ale przypomniał sobie rozkaz Alfy by wysłuchiwać wszystkich i uspokoił się.
– No więc, ja, ten… nie, żebyście mnie obchodzili za specjalnie. Poza tym, no, wiem, że jesteście wilkami, więc jesteście okrutni, ale, tego, no, chciałbym się dowiedzieć…
Beta przez chwilę był osłupiały z powodu niejasnego i bezsensownego bełkotu nieznajomego, ale z wysiłkiem panując nad sobą pozwolił mu się zbliżyć, rzucając okiem na inne obecne wilki, nieco zniesmaczone wyglądem przybysza. Potem długo opowiadał o ich sposobie życia, sensie autorytetu, szacunku, solidarności. Opowiadał o tym, co robili by pomóc rodzinom w wychowaniu szczeniaków i kształceniu młodych, o roli starszych a także o tym, jak wilki chronią przyrodę i jej równowagę zagrożoną przez współczesne społeczeństwo maszyn i przez jej trucizny,
– No fajnie, znaczy, ten… spoko. Nie żeby robiło to na mnie wielkie wrażenie. Ja jestem wolny i nie pasuje mi mieć szefa. Znaczy, mnie też wnerwiają ludzie i cały ten postęp, ucieczki przed samochodami i świństwa, które wrzucają do wody. Znaczy, no, naprawdę dosyć już tego! Ale nie możemy używać przemocy. Bo, ten, natura to pokój, to miłość. A wy jesteście źli, gryziecie, zabijacie, szarpiecie…
Z nieskończoną cierpliwością, która zaskoczyła jego samego, Beta wyjaśnił, że to wszystko nieprawda, że to kłamstwa rozpowszechniane przez myśliwych by ich zdyskredytować, trzymać ich z daleka i, na ile to możliwe, wyeliminować. Wyjaśnił, że wilk nie gryzie nigdy tylko dlatego, że ma taką ochotę, że je tylko tyle, ile potrzebuje i nigdy więcej, że przestrzega praw Natury i jej łańcucha pokarmowego, i że, oczywiście, bronią się, gdy się ich zaatakuje, lecz nigdy nie atakują bez powodu.
– No więc, tego… To nieprawda… Wy kiedyś takich jak ja zabijaliście, bo nie tolerujecie różnic i czujecie się wyższą rasą…
Beta wziął głęboki oddech, wstrzymując chęć rzucenia jakiejś ostrej odpowiedzi. W tym momencie wtrącił się Alfa, zbliżając się z ironicznym uśmiechem na ustach.
– Nie możemy cię przekonać, jeśli nie chcesz. Tak jak prawie wszyscy „z zewnątrz” jesteś pełen uprzedzeń, przyswoiłeś sobie koncepcje i frazy, które były powtarzane przez wieki. Niemożliwe jest wymazanie ich w ciągu jednej rozmowy. My jesteśmy tym, co widzisz, a nie tym, co ci powiedzieli. [...] Powtarzam ci: my jesteśmy tym, co widzisz. Różnimy się od ciebie tylko tym, że wierzymy w dyscyplinę, w ład moralny i społeczny, w hierarchię i w szacunek wobec ról, w prymat i ochronę rodziny… Wolność nie polega na włóczeniu się bez celu, prawdziwa wolność to posiadanie celu i zdolność do podporządkowania się, zorganizowanie i zaangażowanie, żeby go osiągnąć. Tym są wilki, które widzisz przed sobą. Niczym innym.
Kundel przez chwilę milczał, a potem spochmurniał.
– Znaczy, no… jakoś mnie nie przekonałeś. Nie ma panów i sług, ja jestem tylko mój i sam o sobie decyduję… a poza tym to teraz tak mówicie, a potem takich jak ja zagryzacie… no, tak. Dobra, rozumiem. No to cześć…
Mówiąc to, odszedł nawet nie patrząc Alfie w oczy i pozostawiając wszystkich osłupiałych. Beta zauważył, że w pobliżu stała grupka szczególnie czujnych strażników.
– Może to był prowokator i miał nadzieję, że wywoła jakąś naszą reakcję? – zapytał Alfy. Ten wzruszył ramionami i skierował wzrok na swoje wilki, które powróciły już do codziennych zajęć.
– Jakie to ma znaczenie. Także dzisiaj nauczyliśmy się czegoś nowego – zobaczyliśmy, jak szaleństwo ludzi wnika w umysły wszystkich i miesza im w głowach. Ale widzisz, że nawet w tym kundlu włóczędze, samotnym i rozgoryczonym, kryje się pragnienie czegoś innego. We wszystkich tych, których spotkaliśmy do dzisiaj, tak różnych między sobą i wszystkich tak odległych od nas, jest jednak to głębokie pragnienie zmiany. Nie możemy zrobić nic innego, jak tylko to: obserwować, słuchać i siać. Siać nasz przykład. Zostawiać ziarna w sercach i sumieniach. Wcześniej czy później – miejmy nadzieję – wykiełkują i dadzą owoce.

W tej chwili brak zawartości sklasyfikowanej pod tym terminem.